Strona:PL Zieliński Gustaw - Manuela. Opowiadanie starego weterana z kampanii napoleońskiej w Hiszpanii.pdf/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kich kacerzy, którzy naszli i krwią zalali jej ojczyznę. Wzywała opieki Najświętszej Panny i błagała Boga, żeby z zemstą nie zwłóczył, a otworzył czemprędzej wrota piekielne i strącił w nie na męki wieczyste wszystkich wrogów religii i króla Ferdynanda. Po takim wybuchu rozpaczy wracała do spokojniejszego żalu. Znowu się rzuciła na martwe ciało i, płacząc i łkając, zaczęła pocałunkami okrywać twarz i ręce starca.
Korzystając z tej chwili, odezwałem się do Hiszpanki:
— Senioro, szanuję twoją boleść, ale żal nie wskrzesi umarłego. Chwile są drogie. Jeśli z nich korzystać nie będziesz, to mogą przyjść Francuzi w większej liczbie, a wtenczas nawet kosztem własnego życia ocalić cię nie potrafię.
Spojrzała mi bystro w oczy, słuchając słów moich spokojnie.
— Któż jesteś, caballero? — zapytała.
— Jestem Polak i katolik.
— Ach! — rzekła — tu leży mój ojciec, moja, jedyna opieka. Jak chcesz, żebym go mogła, opuścić, nie oddawszy mu ostatniej posługi?
— To możesz dopełnić — powiedziałem — ale przedewszystkiem śpieszyć się trzeba z twojem ocaleniem. Ja cię odprowadzę do pierwszego posterunku hiszpańskiego, a stamtąd przyślesz ludzi, którym każę wydać ciało twego ojca.
Temi słowy chciałem uspokoić Hiszpankę i przekonać o zupełnej mojej bezinteresowności. Spojrzała mi raz jeszcze w oczy; a widać, że w nich dostrzegła współczucie, bo chwyciła mnie za rękę, jakby chcąc ucałować, czego jednak nie dopuściłem, i zawołała:
— Caballero, jesteś szlachetnym człowiekiem!