Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie rozczulą go łzy, żale;
Słowa większy wzbudzą gniew
Co tam w niebie, niewie wcale,
A na ziemi to zna krew.

Puszcze, morza precz tam w świecie
Słyszą odgłos hura ha!
Gdy rodzinne stepów dziecię
Lotem na swych wrogów gna.

Wolnym w stepie on kozakiem,
Jemu obcym pana głos;
On z człowieka stał się ptakiem,
Bo w strzemionach końskich wzrosł.

A choć czasem strudził nogi,
Pod niedźwiedziem w śniegu spał,
To na każdy odgłos trwogi
Stami pogan w pęta brał.

W stepie dzikim — życie całe;
Obyczajem przystał doń;
A bogactwa jego małe:
Rohatyna, nahaj, koń.

Śpiew posępny pocieszeniem,
A pokarmem czarny chleb;
Zwierz ze stepów dlań odzieniem,
Darń poduszką, łożem step.