Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dżigit nabija w broń kule,
A dziewica rzecze czule:
— „Mój luby! ty więcéj
Zaufaj losowi,
Módl się ku wschodowi,
Wierny prorokowi;
A kochaj goręcéj.
Bo dopuściwszy
Się zdrady krwawéj,
I swoich zdradziwszy
Umrzesz bez sławy.
I deszcz ran twoich nie obmyje,
I zwierz twych kości nie zaryje!” —
„Miesiąc świeci
I płynie spokojny,
A młodzian zbrojny
Do boju leci.”
Schyla się smutnie głowa tułacza,
I ztąd czemprędzéj pospiesza daléj;
Czasem łza wielka na pierś się stacza:
To niemy świadek wewnętrznych żali.
Lecz oto młodzian już stąpa śmieléj,
Domek rodzinny zdala się bieli,
I znowu męztwa w swem sercu szuka,
Z błogą nadzieją do okna stuka.
Tam stara matka jego wspomina,
Za niego modły tam w niebo biegą;
Tak, ona czeka powrotu syna,
Ale nietylko jego jednego.
„Otwórz mi matko! Wędrowiec biedny,