Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wznosi do góry, obraca wkoło,
Tańczy lezginkę, wtórząc pieśniami.
Jak gwiazdy oczy jéj blaskiem płoną,
I lekkie drzenie wznosi jéj łono.
Z dziecięcą myślą, z pogodném czołem,
Tonąc z zapałem w tém uniesieniu,
Przed gościem wdzięcznie kręci się kołem,
Jako w zachodnim motyl promieniu.
Znowu bębenek dźwięczny podnosi,
I białą ręką wkoło nim toczy,
I czarne w gościa utkwiła oczy;
Milczy, lecz miłym uśmiechem prosi:
„Ponury gościu, rozjaśń oblicze,
Wszak ciosy losu — mary zwodnicze”.


Chadży Abrek.

Dość tego, przestań, przestań, Leile,
Porzuć wesołość twoją na chwilę,
Powiedz, czy kiedy cię przestraszyła
Myśl śmierci, dręcząc mary groźnemi?


Lejla.

Nigdy! bo na co chłodna mogiła,
Kiedym znalazła mój raj na ziemi?


Chadży Abrek.

A czy tęsknota dręczyła ciebie,
Kiedyś wspomniała o twéj rodzinie,
O Dagestanu gór jasnem niebie?