Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niedbam o laury, niedbam o sławę;
Niewiele czytam, lecz wiele śpię.
Takem ja strawił pośród ukrycia
Dni najszczęśliwsze mojego życia.


L.

Kwiaty, miłości, o wiosko! czyli
Jam co przekładał kiedy nad was?
Ja chętnie z każdéj korzystam chwili,
By z Onieginem odróżnić nas,
By czytelnika mego łaskawcę
Złośliwy czasem nie napadł żart,
Albo jakiego plotek wydawcę
Dowcipu jadem nie natchnął czart,
Że, co byłaby godna nagany,
Mylnąby wszędzie puścili wieść,
Iż ja, sam w sobie rozmiłowany,
Jak Bajron, sobie sam składam cześć.
Ależ na Boga! toć wolno przecie
Pieśń i o drugich śpiewać poecie.


LI.

Tutaj napomknę tylko nawiasem,
Że miłość lubią poeci śnić.
A i ja także dawniejszym czasem
Snami miłości pragnąłem żyć.
Dusza obrazy te przechowała.
A muza wdzięk im nadała swój