Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z Eugenim; wszystko lubiłem w nim:
Lubiłem jego postać, oblicze
I zanurzenie ciągłe śród dum,
Życie dziwaczne i tajemnicze,
I lotny, chociaż zastygły, um,
On zawsze smutny, ja pełen złości;
Życie gnębiło obydwu nas,
Obaśmy znali grę namiętności
I w obu sercach żar uczuć zgasł;
I los i ludzie nas bez ustanku
Ścigały obu w życia poranku.


XL.

Kto żył i myślał, ten mimowoli
Pogardzi światem wnet w duszy swéj;
A kto czuł, tego gnębi i boli
Mara niezwrotnych przeszłości dni.
I urok życia go nie owionie,
A tylko jadem zatruty cios
Żmija wspomnienia utopi w łonie,
Aby zgryzoty w niém robak wzrosł.
Wszystko to wiele wdzięku, zapału
Dodaje mowie. Eugenia słów
Wprzód smutniem słuchał; alem pomału
Przywykł do jego kolących mów,
Do żartów jego, a żółcią tchnących,
I do epigram czarnych, bolących.