Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na marmurowe wlatując wschody,
Zlekka fryzury ręką się tknie.
Wchodzi, już w sali gości gromada;
Muzyki nagle ustaje dźwięk,
Młodzież ochocza mazura składa,
I znowu hałas i ścisk i szczęk;
Kawalergardów brzęczą ostrogi,
Latają nóżki czarownych dam;
A ślad tych nóżek rozkoszny, drogi,
Wszędzie płomienny wzrok ściga tam;
Szalone skrzypców i dźwięczne granie
Przygłusza modnych kobiet szeptanie.


XXVI.

O, jam przepadał téż za balami
Za méj młodości szczęśliwych dni;
Gdzież lepiéj gonić za wyznaniami,
Odbierać, wręczać list lubéj swéj?
O, wy czcigodni, zacni mężowie,
Teraz usłużnym już będę wam,
Niechaj więc każdy o tém się dowie,
Że dać przestrogę szczerą chęć mam.
A i ty, luba mamuniu, bacznie
Za krokiem twoich córeczek goń,
Lornetę zwracaj na nie nieznacznie,
O, bo inaczéj... to Boże broń!
Wszystko to teraz, dlatego piszę,
Że sam oddawna wcale nie grzészę.