Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XX.

Lecz czyliż w dźwiękach ojczystéj mowy
Można opisać doborem słów
Tajny gabinet, gdzie mód wzorowy
Czciciel rozebran i odzian znów?
To, czem spełniając każde zachcenie,
Wybredny Londyn zarzuca nas,
I przez Baltyku morskie przestrzenie
Zwykł nam przywozić za sadło, las;
Wszystko, co tworzy mody stolica,
Ciągnąc zysk z wiernych roskoszy sług,
I czem czciciela mody zachwyca,
Który jéj chętnie płaci swój dług, —
Wszystkoś to znalazł na każdym kroku
U filozofa w dwudziestym roku.


XXI.

Bursztyn na fajkach tkwił z Carogrodu.
Farfury, bronzy zdobiły stół,
W kryształach rżniętych wonność z zachodu,
A dym kadzideł wszędzie się snuł,
Wonny olejek, co włosy pieści,
Grzebień, pilniki, nożyczki, nóż
I do paznokci szczotek z trzydzieści
Na toalecie leżały wzdłuż.
Russo, szaleniec pełen wymowy,
Niemógł zrozumieć, dlaczego Grym,