Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na siebie niby niepomny wcale;
A wzrok, co ogniem uczucia lśnił,
Wstydliwy albo śmiały, czasami
Mógł posłusznemi zabłysnąć łzami.


X.

Jakże on umiał wydać się nowym,
Niewinność żartem aż w podziw wzbić,
Krokiem rozpaczy grozić gotowym,
Każdego zręczném pochlebstwem lśnić;
Chwytać chwilowe serc uniesienie,
A uprzedzenia młodzieńczych lat
Walcząc przez rozum, uczuć płomienie,
Cierpliwie czekać, by zerwać kwiat,
Błagać a potém żądać wyznania,
Podsłuchać serca najpierwszy dźwięk,
Zdobywać miłość, potém spotkania,
Tajnego szczęścia ogarniać wdzięk;
I tak przelatać z kwiatów na kwiaty
Jak zefir albo motyl skrzydlaty.


XI.

Jakie już wcześnie serca i cnotę
Biegłych kokietek on trwożyć mógł;
A kiedy szczerą znów miał ochotę,
By współzawodnik przepadł i wróg,
Ileż miał wtedy jadu w obmowie,
Jak zręcznie umiał rozstawić sieć!