Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



∗                ∗

Gdy się twa wdzięczna twarz do mnie uśmiecha,
Różyczko świeża, wysmukła sarenko!
Twój wzrok — dla innych rozkosz i pociecha, —
Dla mnie się staje udręczeniem, męką.
Moje serce tylko kłóci
Twoja dobroć każdy raz,
Nie wróci nigdy, nie wróci
Miłości czas.

O gdybym jakąś czarodziejską siłą
Mógł znów być młody, rzeźwy, jak ty żywy,
Jakżeby serce me dla ciebie biło,
Jakżebym z tobą był wtedy szczęśliwy!
O wtedy z błogim zachwytem
Każdy przepędzałbym dzień,
Lecz cóż wspólnego z rozkwitem
Ma uschły pień?

W zmierzchu zachodu już jest moje życie,
Dla twego słońce świetnym blaskiem świeci;
Me serce stygnie, słabnie jego bicie,
A w twojem roskosz i radość się nieci.
W złocistej dali przestrzenie
Ku szczęściu zwracasz twój wzrok,
A ja ślę błędne spojrzenie
W przeszłości mrok.