Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/061

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Artysta

Mój Boże!

Żona artysty (obudziwszy się).
To już i dzień biały!
Nie spisz?... Mój mężu rozpal ze dwie szczapki,
I przystaw wodę w ten garnuszek mały,
Bo muszę dziecku przygotować papki.

Artysta (zatrzymując się na chwilę przed obrazem).
Moja bogini!

Starszy syn artysty (wyskakuje z łóżka i przybiega boso).
Może pomódz tacie?


Artysta

To przynieś drzewa lub wiórków, co macie.


PL Z obcego Parnasu (antologia) page0028.jpg


Akt II.




Artysta

Ktoś do drzwi stuka, zobaczno tam Franio!


Syn (odchodzi i wkrótce wraca).

To ten pan, ojcze, z tą otyłą panią!

Artysta (stawiając ów ohydny portret na stalugach).