Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/052

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I maski spadną, i nie wzlata
Radości krzyk z niemych warg,
A tam, gdzie górę prawda wzięła,
Padają wsze obłudy dzieła.

Tak człowiek więzy rwie próżności,
Kiedy pieśni okrzyk grzmi,
Do ducha wznosi się godności;
Świętą mocą wtedy drży.
Wielkości bogów on dosięga,
Niezbliży ziemskość się doń,
Umilka wszelka już potęga;
On nad pociski wzniosł skroń;
I ciężkiéj troski zmarszczka ginie,
Dopóki pieśni czar nie minie.

A jak po długim rozłączeniu,
Z tęsknoty gdy serce mrze,
Na łono matki w uniesieniu
Dziecię szczęścia leje łzę;
Tak do niewinnych chwil, do kraju,
Otrząsając wspomnień pleśń.
Z dalekiéj strony i zwyczaju
Tułacza przenosi pieśń,
By dusza wpół zlodowaciała
W natury łonie się ogrzała.