Strona:PL Z bratniej niwy.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ja nie wierzę, że o raju nie śni małe dziecię,
Ze i dusza spowszedniała, gdy powszednie życie,
Że miłości pieśń jest zwykłą, zwykłe kobiet ciało,
Wszystko zwykłe, co w młodzieńczych piersiach ongi wrzało.
Że jest zwykłym odgłos sławy, współczucie dla brata,
Że już miłość nie jest dzisiaj osią tego świata.
Nigdy! nigdy! Wciąż poezya świeża, pełna woni,
To się śmieje, płonie, modli, goreje, łzy roni;
Wciąż ta sama, tylko człowiek nie ten młody, świeży.
Troska czoło zrysowała, w sercu kamień leży,
Kajdanami u nóg brzęka, w ustach gorycz czuje
I gdy winić ma sam siebie, poezyę piętnuje.