Strona:PL Z bratniej niwy.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Z TEGOŻ ZBIORKU.

Mgły dokoła... Płaszcz szarawy
Niebo na się zwolna wkłada
I jak pątnik przed kościołem
Swe memento wypowiada.

Słychać łkania... Może stracił
Ktoś na wieki żonę młodą?
Może matkę niemowlęcia
Ksiądz oświęca w trumnie wodą?...

Gdzie tam, gdzie tam! Nikt tu dzisiaj
Łez nie roni — tylko niebo
Sieje ciepły deszczyk ranny,
Byś odżyła, święta glebo!