Strona:PL Wyspiański - Warszawianka.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MARYA

(idzie do klawikordu i gdy bierze klawisze, plącze palce we wstążkę porzuconą, swoją własną, zakrwawioną; — opada z płaszczem na ręce i na klawisze. Jękiem ponurym zatrząsł się i zahuczał instrument cały. — Słychać jej szlochanie. — — — Podnosi głowę, zdobywa się na siłę niezwykłą, promienieje cała tą siłą; — gra z mocą i śpiewa:)
»Leć nasz orle w górnym pędzie,
Sławie, Polsce, Światu służ.
Kto przeżyje, wolnym będzie;
kto umiera, wolnym już«
(wstawszy od klawikordu, idzie ku oknu wołająca:)
Orlej sławie, Sławie służ.
Piersi szarp i dziobem rań.
Skrzydła białe we krwie włócz;
leć, polatuj krwawy wróż,
bierz orężną dań: —
oto twoi, oto twoi
na koniach, w rynsztunku zbroi,
za tobą, za tobą wszędzie.
Leć, polatuj w górnym pędzie;
Sławie, Sławie, Sławie służ
(drży, trzęsie się, przy oknie otwartem stojąc, z ręką wyciągniętą za odjeżdżającymi; wbiega Anna).

ANNA
zamknąwszy okno z lewej)

Zamknąć okna, jak zimno, ty masz ręce z lodu.
Maryo! tyś nieprzytomna....

MARYA
(z ręką wyciągniętą za odjeżdżającymi).