Strona:PL Wyspiański - Warszawianka.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MARYA
(na środku, kolo klawikordu, — półgłosem)

— — Po cóż pytam, — badać po cóż;
wiem, już niemal wiem...
... cóż to ze mną: w oczach ciemno....
Z pola walki jęk dział głuchy.
Wichr kryje w śnieżyste puchy
pola,.... olszynę, bój. —
Z pól skostniałe wstają duchy;
lecą wirem, gonią tłumne
w szumiącej śnieżycy;
sztywne, trupie ich postawy,
pierś im znaczy stygmat krwawy;
czoła dumne...
Oni jego drużbowie-orlicy
— a on, mój.
... Cóż to ze mną, — — —
jakto, więc-em klęskę odgadła — ?
To może być nieprawda.
Nie! — to nie!! — ach —
czy to już Noc duszę moją opadła

(patrzy przed siebie nieruchomie)
ANNA (w oknie z lewej)

Maryniu, jadą, — chodźże patrzeć, — — —
aha, teraz Chłopicki sam,...
wiodą mu konia, dosiada, — ha! to koń się zrywa,
... zatrzymali, — — bohatyr wspaniały, —
co za marsowy wzrok, bo prawie nie odrywa
oczu od naszych okien, — że aż mi to dziwno;
może poznał, że to z nas która. —