Strona:PL Wyspiański - Warszawianka.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Konia! mój biały sam w pierwsze szeregi
pogoni. — Konia! Żołnierstwo za nami!
Dowodzę!
(poruszenie między oficerami. Anna stojąc, wygrywa jedną ręką nutę i śpiewa; inni półgłosem jej wtórują, ucząc się od niej słów pieśni)

CHŁOPICKI

(do Maryi, korzystając z ogólnego zamieszania; poważnie, przygnębiony)
Panno Maryo, panienkę żegnam
(do oficerów, generałów)
Panowie w drogę! Ha! wojsko, już widzę,
w rotach przechodzi. — Dowództwo obejmę!

(ciszej)

Przykuwa mnie oczyma,

SKRZYNECKI (półgłosem)

Czy zapał ze słomy — ?
on zwleka, a w dziewczynę patrzy nieruchomy...

CHŁOPICKI (do Maryi)

Nie życzysz, bym się zbliżył, — słów się twoich boję;
Przebaczcie, — jedno jeno to zdaleka proszę.
Snać przeznaczeniem dzisiaj u wrót stoję:
które są wrota Śmierci; — już żegnam od proga.

ANNA (w domysłach)

Siostro, drżysz, ty się chwiejesz, kochana ty, droga
(staje obok siostry, podtrzymując ją; wszyscy wychodzą, prócz obu panien)

ANNA
(przy oknie, patrzy w ulicę)