Strona:PL Wyspiański - Legenda.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

czyliby głos ten k’niemu wrócił? —
a echo wpadło w głuszą.

Więc patrzy w koło, więc dostrzega
na izbie czeladź śpiącą.
Gromada liczna w kole lega
nad stypą woniejącą,

Z garów a z misek warza woni,
stary się wódz uśmiecha....
A hej od pola piszczek dzwoni
i znów się budzą echa).

KRAK

To się tu, widzę, wieńce wiją,
toż widać stypa będzie,
na czyją-że to Sławę czyją,
któż kazał nieść orędzie....?

Widzę sposobi się biesiada? —
Posnęli nad misami.
W świetlicy cała jest gromada
i wróże z gęślikami....?

Jeszcze jakoweś słyszę granie, — —
czy gęśle same jęczą?
Czyli to moich to śpiewanie,
czy w zbożu świerszcze brzęczą....?

Czyli to jeszcze jakie boje
hań toczą się u brony? —
Czylim już zyskał wczasy moje
i jestem ocalony....?