Strona:PL Wyspiański - Kazimierz Wielki.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


X.

Już przez te łąki u połowu drogi
rzeka przez grząsła płynąca, rozlewna,
a wód rozlewem zwalająca progi
porostów; — chociaż cicha, szybko wiewna
po kiściach kwiatów, zwanych złoto-głogi,
którymi ściele się ta łąka rzewna —
a w rzece płynie dziwnie tajna Siła
odmiany; — zasię dusza, która piła

XI.

tej wody, — Doli swojej zapomina
i jest zwolona z pętów ziemskiej złudy
i oczyszczona — i już nie przeklina,
ani złorzeczy, a wstępuje w cudy,
którymi tamta święcona kraina
i zdolna w nowe pójść żywotne trudy,
idzie... — Już chylę nad letejskie brodła
głowę i czerpam pić, już sięgam źródła...

XII.

Gdy naraz z wody wstaje wielka mara
i oczyma mnie uderza i wiąże,
że tak pół ruchu stoję: dłoń jak czara,
już sięgająca ust, — już duchem ciążę
ku wodzie: — pamięć mię odejdzie starna
a duch już nowe tchu zawiązki ląże, —
gdy naraz głos przeciwko mnie ogromny,
żem się pochylił na brzeg nieprzytomny.