Strona:PL Wyspiański - Achilleis.djvu/113

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    mięć ma krótką, ale pamięć jego myśli należy do nas, do narodu.
    Niewiadomo jeszcze we wszech rzeczy mierze, kto ze swą miarą i wiarą ostanie — ?
    Nie trzeba i źle jest po najwyższe w pysze sięgać, gdy najwyższe znać można ze słuchu. Owszem niech się rozwija, ale nie kosztem waszego zdrowia ani, kosztem całości skóry waszej.
    Jeśli co kto może, — może powtarzam, — niech może sam.
    Ku czemuż my potrzebni? — My mówię, — to jest wy. Ku czemuż wy?
    Patrzcie na wały tej wody. — — Na srebrem pieniące się wały morza, na te bałwany wiekuistego żywiołu. Oto uderzają i wracają. Skarby swej toni i łona swego skorpiony porzucając na wybrzeżu. — Skorpiony, porzucone w suszy zaginą a narodu fala w głębinie swej wiecznie odżyje.
    Atrydzi, — to skorpiony! A bałwany te słone, żywioł ten odżywczy, to naród, to wy! To my!! Czyli jedno jesteście z tym piaskiem, przez który rzeka abo potok płynie?
    Rzeko, mówię, rzeko! Potoku, mówię, i żywy strumieniu narodu!
    Wracaj, gdzie ci dobrze.
    Albowiem chciano cię tu wywieść celem przesiedlenia i łupieztwa; by inni część twoją ojczystą wzięli i zagrabili.
    Bednarze jesteście i cieśle! Tkacze, koszykarze i garncarze! Kucharze i siodlarze!