Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 2.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


On radby zniszczyć jego postać całą,
W pył rozbić; i znów rusznicę przyłożył.
Lecz wtem czeladnik jego drzwi otworzył
I ledwie Bartka mierzącego zoczył,
Zgrozą przejęty ku niemu poskoczył,
Broń wyrwał: — „Cóż wam? a macież wy Boga
W sercu? — Co, majstrze? przez jednego wroga
Chcecie nas wszystkich pogrążyć w nieszczęście?“
A Bartek na to: „Ty, — silne masz pięście
Jak niedźwiedź — tylko ha! krwi w tobie braknie,
A moja dusza krwi, oj krwi tak łaknie!
Daj broń, ja krwi chcęǃ“

„Będzie ona, będzie!
Odrzekł czeladnik, — niechno po kolędzie —
Wytniem...“

Bartkowi ogień w oczach błysnął,
Cofnął się, rękę do czoła przycisnął,
Myślał i lico miał już spokojniejsze,
Choć myśli były krwawsze i straszniejsze:
„Ich wszystkich! — rzecze, — chodź pomiędzy ludzi!
Kogo nie zbudzę ja, to Bóg przebudzi —