Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 1.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I poskoczyli do boju ochoczo,
Pewni, że z Lachów wszystką krew wytoczą.

I znowu rzecze Sygfryd: „Tu nam kres!“
„Nie! nie! mój synu! Lacha weźmie bies!“
I znowu walczą, lecz wtem pęka szyk:
„Sława Mieszkowi!“ Lachy wznieśli krzyk
I tną Germanów toporami wkoło;
Gero i Sygfryd jeszcze stawią czoło.

Lecz wtem: „Sygfrydzie!“ jęknął graf i zbladł,
Pod ciosem Mieszka młody Sygfryd padł,
Padł z rozłupaną wpół toporem głową
I krwi się oblał strugą purpurową.
O grafie! jakaż boleść ciebie zgina,
Innej purpury chciałeś ty dla syna!

I w drżące ręce syna chwycił graf,
Skoczył do Odry, przebywa ją wpław;
Za nim rycerstwo, knechty skoczą w toń,
Resztę tnie w polu sroga Lachów broń. —
Tak się skończyła wyprawa Gerona,
Tak go minęły sława i korona.

A kiedy wrócił, zbroję z siebie zdjął,
Odział się kutą, kij do ręki wziął