Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 1.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jeżeli ona z świętej wykwita miłości...
Ach! bo i on tak niegdyś śpiewał dzieła boże,
Światom „Stań się“ roznosił po nieskończoności;
Kochał tak!... Teraz westchnął za tem z całej głębi.

Lecz jak od gromu stado pierzchliwych gołębi
Ucieka w znanej strzechy otwór niezamknięty,
Tak pierzchli aniołowie przed onem westchnieniem,
Z którem o szczęściu chwilkę pomarzył wyklęty,
I nieba zatrzasnęli za sobą chmur cieniem.
A westchnienie się długo pod chmurami chwiało,
Potem w tę pierś, skąd wyszło, runęło piorunem...
Potem — coraz posępniej na niebach ciemniało,
I świat się owinięty zdał jednym całunem.

Ocknął się anioł, lecz choć rozpacz w nim zawrzała,
Nie ugiął się, od gromu w piersi uderzony.
U stóp mu zapieniona fala dziko grała,