Strona:PL Wybór poezyi Mieczysława Romanowskiego. T. 1.djvu/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szedł do bliźnich z sercem. Chciał, by kochali jak on i szli na służbę, jak on się zaciągnął w chłopięcej jeszcze miłości. A gdy zobaczył, że ich wołanie serdeczne nie wzruszy, postanowił oddać im siebie całego, iść na ofiarę, byle zrozumieli...
Powietrze było ciężkie i gniotące, noce czarne, bez gwiazd, dnie duszne, bez przewiewu. I może ten młody duch, który o ogrójcową czarę modlił się do Ojca w niebiosach, który chłonął wonie mistyczne polskiej pieśni, może on pierwszy przejrzał, że dziś ratunek jedyny to pioruny. Poczuł, że burza przyjdzie, bo przyjść musi, i zaczął rwać się do niej, tęsknić, modlić się o nią i wypatrywać jej co dnia goręcej. I przejrzał, że jest jako ów ptak, który zjawia się na niebie chmurnem i wieści błyskawice, że „przedburzowcem“ jest na polskiem niebie. Znalazł cel święty na krótkie dni swoje. Bo wiedział już zdawna, że on, przedburzowiec-ptak, w pioruny pójdzie i zginie.