Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Więc dobrze, żeś dostał odkosza? Widocznie nie umiano cię ocenić.
— Dobrze, niedobrze, ale co robić? Emilka podobała mi się bardzo, kochałem ją nawet, jednakże wszyscy tam z góry patrzą na konkurenta leśnika.
Zdawało mi się, iż w głosie Izydora jest dźwięk goryczy, więc się w duszy szczerze użaliłem nad jego losem. Tymczasem on przystąpił do mnie z dobrą miną i patrząc mi w oczy, rzekł z uśmiechem: —
— Daruj mój kochany, że przedewszystkiem pali mnie ciekawość, co u licha za ważny i niecierpiący zwłoki interes masz mi przedstawić.
Pierwsze zawiązanie rozmowy naszej zbiło mnie poniekąd z tropu. Może Wywiałkiewicz i kochał szczerze, może z tego powodu cierpi, może pragnął być sam ze swoim smutkiem, a ja go wywlokłem z domu, aby obarczać własnemi kłopotami. Prawie że już zapomniałem o niebezpieczeństwach, na jakie Buta był narażony. Zebrałem atoli myśli i opowiedziałem Izydorowi cały stan rzeczy, dodając usilną prośbę, aby zechciał przez jakiś czas przechować wilka u siebie.
Wywiałkiewicz nie pojmował i nie podzielał mojego interesu dla rozmaitych zwierząt. Moje gile, zięby, czyżyki, sikory, wróble, sowy, psy, oraz wilk, mogły go zajmować chwilowo i rozweselać. Ale co to jest niepokoić się losem psa, wilka lub ptaka, tego Wywiałkiewicz nie rozumiał. Gdyby mu nawet był zdechł piękny jego koń, siwek, żałowałby go jedynie z powodu pieniężnej straty, oraz dobrego kłusa lub stępa; lecz zapomniałby niebawem o siwku, jeżeliby się znalazł w posiadaniu innego równie dzielnego konia. Większość znaczna ludzi jest pod tym względem podobna do mego przyjaciela. Tylko patryarchowie rodzaju ludzkiego, którzy oswajali dzikie zwierzęta i z niemi żyli, mogli w duszy przechowywać uczucia istotnej sympatyi dla zwierząt. My dla tych istot, bezwzględnie nam oddanych, nie mamy