Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


podstęp. Czyżby trucicielstwo w połączeniu z oszustwem nie miało hańbić ludzi, jeżeli jest zastosowane do zwierząt? A jednak biedne zwierzęta taką bezgraniczną ufność pokładają w człowieku! Bo też, im więcej kto posiada dobrej wiary, tem snadniej zawiedziony zostaje. Właśnie dlatego to jest wielką cnotą, że za nią czerpie się w życiu gorycz, miasto nagrody. Drożdżewicz nienawidził wilka, a sam przyzwyczajony był do podrzynania gardła indykom, kurczętom, bażantom, oraz innym niewiniątkom żywym. Nie zmarszczył się nigdy, ani pochmurzył, gdy pod nożem jego skakały w górę, żywcem operowane ryby lub kiedy żywe raki wrzucał do wrzącej wody. Tego zimnego okrucieństwa nie dała przyroda żadnemu stworzeniu. Każde zwierzę, popełniając morderstwo, popada w szał wściekłości. Wyrafinowanym zimnym mordercą może być tylko człowiek. Kucharz w Małowieży łowił też na sidła drobne ptaszki, które dusił w palcach; jeżeli więc chodziło o życie wilka, to nie było co żartować z takim zimnym oprawcą.
Okrom tych zewnętrznych niebezpieczeństw, obawiałem się nadto, aby wilk nie zadusił kiedy prosięcia, albo wogóle jakiejś wyżej przez ludzi cenionej istoty żywej, bo wtedy wyrok na niego był nieodwołalny. Zacząłem więc rozmyślać, co mam przedsięwziąć. Tymczasem zaś dla chwilowego zażegnania burzy za pośrednictwem lokaja, Szczepana, który mnie obsługiwał, rozpuściłem wieść, iż z wilkiem sprawa „w tych dniach się skończy.” Wiadomość tego rodzaju zrobiła w kuchni duże wrażenie i w duchowym organizmie wszystkich członków owego społeczeństwa miejsce nienawiści zajęło teraz oczekiwanie pełne żywej ciekawości, a to tembardziej, iż Szczepan nie powtórzył słów moich literalnie, ale jakoby od siebie samego dał do zrozumienia, że „dziś a jutro dyabli wilka wezmą na pewnika.” Drożdżewicz łypnął oczyma podejrzliwie na Szczepana, bo upatrywał on w takiem przemówieniu wyraźną pry-