Strona:PL Wilk, psy i ludzie. W puszczy (Dygasiński).djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


cza rozpaczliwą walkę. Coraz mniej już na ziemi tych bohaterów! A szczęśliwy człowiek zaciera ręce z radości, gdy ich tępi, cywilizuje...
Do rzędu tych nieugiętych w lasach naszych należy jeszcze dzik. Mężny, zuchwale człowiekowi stawia on swe twarde ciało. O potężnym łbie, z czubem między uszami, z wysuniętym ku przodowi ryjem, z zagiętemi jak szable kłami, z oczyma pełnemi rozwagi, a niekiedy wściekle połyskującemi, zwięzły, na krótkich nogach, z ogonem skręconym w obwarzanek, prowadzi ten olbrzym ciężkie życie w borach.
Jest w kniei mnóstwo tajemnic, nieprawdopodobieństw, których nie zdoła sobie wyjaśnić mieszkaniec miasta. Zdarzają się niekiedy zwierzęce geniusze. W puszczy Orłowej Woli był odyniec, wielka, czarna masa ciała, pokrytego szczeciną. Różni myśliwi dużo napsuli prochu, strzelając napróżno do tego zwierza.
— Już on cały nabity kulami — mawiał strzelec Kukułka. — Ja sam wsadziłem weń jakie dziesięć nabojów: po każdym strzale farbował i Bóg jeden raczy wiedzieć, w jaki sposób to zwierzę żyć jeszcze może...
A ilu psów dzik ten zgładził ze świata!
Strzelcy i leśnicy nazywali go austryakiem, gdyż twierdzono, iż bez pasportu wkroczył w knieję z monarchii austro-węgierskiej. Austryak nie wystrzegał się nawet zbytecznie ludzi, za dowód czego może służyć następujące zdarzenie: Kiedy wyrąbywano jakąś część boru Orłowej Woli, mnóstwo robotników z siekierami i piłami układało tu sągi. Zdawało się, iż wśród wielkiego gwaru i ruchu nawet mała jakaś ptaszyna nie zdoła dosiedzieć w ukryciu na kilkunastowłókowej przestrzeni, pokrytej porządnie ustawionemi sześcianami łupanego drzewa. Przyjechali dwaj bogaci kupcy, izraelici, i za sągi zapłacili panu Stojomirskiegu gotówką. Dopieroż poczęli się oni włó-