Strona:PL Wells - Kraina ślepców (zbiór).pdf/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

asumował swoje spostrzeżenia, dotyczące mrówek w pierwszym rzędzie, a w drugim — zmarłego człowieka, leżącego w barce.
Opisał mi później owe mrówki bardzo szczegółowo.
Powiadał, że były one większe od wszystkich, znanych mu dotychczas; czarne, o ruchach szybkich i zdecydowanych, różnych zupełnie od mechanicznego miotania się zwykłych mrówek. Na każde dwadzieścia, mniej więcej, przypadała jedna, znacznie większa, ze szczególnie wydatną głową. Przypomniały mu one dowódców mrówek, tnących liście; podobnie, jak u tamtych, zdawały się dowodzić i koordynować poruszenia całego tłumu, W szczególny sposób odrzucały wtył odwłoki, jakby chcąc łatwiej posługiwać się przedniemi łapkami. Holroyd miał dziwne wrażenie — z tej odległości jednak trudno było sprawdzić — że większość mrówek, przyodziana w szczególny sposób, miała jakieś przedmiociki, przyczepione do ciała zapomocą nici błyszczących czy drutu.
Opuścił gwałtownie szkła, spostrzegłszy, że kwestja dyscypliny pomiędzy kapitanem i jego podwładnym zaostrza się niezwykle.
— To pański obowiązek! — wołał kapitan. — Proszę wejść na ten statek! Taki jest mój rozkaz.
Było widoczne, że porucznik chciał odmówić. Głowa jednego z marynarzy, Mulata, wyłoniła się wpobliżu.
— Sądzę, że tych ludzi zabiły mrówki — rzekł gwałtownie Holroyd po angielsku.
Kapitan wybuchnął gniewem. Nie odpowiedział nawet Holroydowi.
— Rozkazałem panu wejść natychmiast na pokład barki! — wszasnął kapitan po portugalsku do swego podwładnego. — Jeżeli pan tego natychmiast