Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

przyłączyli się, z bezładnemi i wywołującemi zamieszanie pytaniami, jacyś weseli, młodzi ludzie, czarno ubrani, ozdobieni papierowemi krawatami. Młody Archibald Harker odznaczył się tem, że wszedł na dziedziniec i tam próbował zajrzeć pod ściągnięte sztory. Nie mógł atoli nic zobaczyć, ale pozwalał się domyślać, że przecież coś widział. Inni młodzieńcy w Iping przyłączyli się do niego.
Był to najświetniejszy ze wszystkich dni świątecznych. Wzdłuż drogi wiejskiej, stał szereg około sześciu straganów, strzelnica, a na trawie przy kuźni, tkwiły trzy żółte i czekoladowe wozy; kilku malowniczych zaś przybyszów ustawiało stragan z orzechami kokosowemi. Panowie mieli na sobie niebieskie tużurki, a damy białe fartuszki i dosyć modne kapelusze z ciężkiemi piórami. Woodyer i Jaggers, łatacz butów, zajmujący się też sprzedażą lichych, używanych rowerów, przeciągali przez ulicę sznur amerykańskich i angielskich chorągwi narodowych, które poprzednio przyczyniły się do uświetnienia pierwszego jubileuszu królowej Wiktoryi.
Pośród sztucznej ciemności salonu, do którego ledwie cienki promyk światła słonecznego przenikał, gość, głodny zapewne i groźny, otulony w swe niewygodne łachmany, wpatrywał się przez swe szkła ciemne w papier, lub pobrząkiwał małemi, brudnemi buteleczkami i chwilami klął chłopców, niewidzialnych wprawdzie, ale dających się słyszeć za oknami.
Około południa, otworzył drzwi nagle od salonu i stanął, wpatrony uporczywie w grupkę ludzi, znajdujących się w bufecie.