Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Duchy! — odezwała się pani Hall. — Wiem, że to duchy. Czytałam o nich w gazetach. Krzesła i stoły skaczą i tańczą...
— Weź jeszcze kropelkę, Janka — rzekł Hall — to cię wzmocni.
— Zamknijcie przed nim drzwi — rzekła pani Hall. — Nie pozwólcie mu wchodzić ponownie. Domyślałam się tego napoły. Powinnam o tem wiedzieć. Takie brzydko patrzące oczy, zabandażowana głowa i nigdy nie chodzi do kościoła. A te wszystkie butelki... więcej, niż ktokolwiek powinien posiadać. On to wpędził duchy w meble... Moje dobre, stare meble! Na tem samem krześle moja stara matka siadywała, kiedy ja byłam jeszcze małą dziewczynką. Pomyśleć sobie, że teraz podniosło się samo na mnie...
— Zażyj jeszcze kropelkę, Janka — rzekł Hall. — Nerwy twoje bardzo wzburzone.
Posłali Millie na drugą stronę drogi przez złote promienie rannego słońca, aby obudziła pana Sandy Wadgers, kowala.
— Pani Hall kłania się pięknie, a meble zachowują się w najosobliwszy sposób. Czy pan Wadgers zechce przyjść?
Był to ogromnie światły człowiek i pełen pomysłów. Zapatrywał się na sprawę bardzo poważnie.
— Niech mnie licho porwie, jeżeli to nie są czary — oświadczył pan Sandy Wadgers. — Nie wam było się wdawać z takiemi, jak on, figurami.
Przybiegł bardzo zafrasowany. Chcieli, aby poszedł z nimi na górę, ale jemu się jakoś wcale nie spieszyło. Wolał rozprawiać w korytarzu. Z prze-