Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

wille, drzemiące w cieple południowego słońca, zdawały się być pozamykane i zabarykadowane; niewątpliwie były pozamykane i zabarykadowane na jego własne zlecenie. Ale też przecie wszyscy powinni byli przewidzieć taką właśnie, jak ta, ewentualność. Tymczasem ukazało i miasto, morze lśniło się po za niem, ludzie snuli się coraz liczniej. Do stóp wzgórka zbliżał się właśnie tramwaj. Po za wzgórkiem znajdowała się stacya policyjna. Już słyszy odgłosy kroków ludzkich... Uczynił ostatni, nadzwyczajny wysiłek.
Ludzie gapili się na niego, kilku z nich zaczęło biedz za nim. Kemp ledwie dyszał. Tramwaj był dosyć blizko, a oberża pod „Wesołymi krokieciarzami“ głośno zamykała swe podwoje. Po za tramwajem wznosiły się słupy i stosy żwiru: to fabryka drenów. Kempowi przyszło na myśl wskoczyć do tramwaju i zamknąć za sobą drzwi; nie uczynił jednak tego i postanowił udać się do stacyi policyjnej. Minąwszy drzwi oberży, znalazł się w końcu ulicy, otoczony ludźmi. Woźnica tramwajowy i jego pomocnik, zdumieni widokiem szalonego jego pośpiechu, stali gapiąc się, i zapominając uwiązać konie. Dalej wyzierały z po nad kup żwiru zdumione oblicza wyrobników.
Kemp zwolnił nieco kroku, ale usłyszawszy szybki bieg swego prześladowcy, znowu ruszył naprzód.
— Człowiek Niewidzialny! — wołał do wyrobników gestykulując znacząco i naraz, jak akrobata, przesadził rów, wskutek czego pomiędzy nim a ścigającym go znalazła się grupa robotników. Potem, zaniechawszy zamiaru dostania się do stacyi policyjnej, zwrócił się w małą, boczną uliczkę, przemknął oko-