Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

od wszelkich spotkań. Życzyłbym mu silnego zimna i słoty, zamiast ciepła. Teraz może mnie śledzić.
Podszedł tuż do okna. Coś zaskrobało delikatnie o mur po nad ramą, a Kemp rzucił się gwałtownie w tył.
— Zaczynam się denerwować — szepnął.
Dopiero po pięciu min utach zbliżył się znów do okna.
— Musiał to być chyba wróbel — rzekł do siebie.
Nagle usłyszał dzwonek u drzwi frontowych, więc pobiegł w dół.
Odsunął rygle, zbadał dokładnie łańcuch, zwolnił go i ostrożnie uchylił drzwi, nie wyglądając przez nie. Powitał go dobrze mu znany głos. Był to Adye.
— Służąca pańska została napadnięta — rzekł już z po za drzwi.
— Co!? — zawołał Kemp.
— Odebrał jej pański list. Musi być gdzieś blizko tutaj. Wpuść mnie pan.
Kemp spuścił łańcuch, Adye zaś wcisnął się przez możliwie najwęższy otwór, a znalazłszy się w sieni doznał widocznie niezwykłej ulg iwidząc, iż Kemp starannie drzwi zamyka.
— List wyrwał jej z ręki — opowiadał nie bez wzruszenia. — Przestraszyła się biedaczka niezmiernie i znajduje się obecnie na stacyi policyjnej. Dostała ataku histeryi. A on musi być blizko pańskiego domu. O co chodziło w liście?
Kemp zaklął.
— Jakiż ja byłem głupi! — zawołał — mogłem się przecież domyśleć. Niema godziny drogi do Hintondean. Więc już?...