Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Mogłem teraz wnioskować, że garbusek musiał już od jakiegoś czasu pozostawać w całym domu zupełnie sam. Była to ciekawa osobistość... Wszystko to, co mogło mi się ewentualnie przydać, zgromadziłem w jednym pokoju, a potem zacząłem wybierać. Znalazłem też torebkę ręczną, którą uważałem za dobry nabytek, wreszcie nieco pudru, różu i plasterek.
Przyszło mi na myśl pomalowanie i popudrowawanie twarzy, aby się stać widzialnym, ale niewygoda tkwiła w tem, że dla ponownego zniknięcia byłbym potrzebował terpentyny, oraz innych przyborów, a przedewszystkiem bardzo wiele czasu. Wkońcu wybrałem sobie nos niezłego typu, czarne szkła, siwawe bokobrody i perukę. Nie byłem w stanie znaleźć bielizny, ale tę dałoby się nabyć później, a tymczasem owinąłem się w perkalowe domino i białe, kaszmirowe szarfy. Nie mogłem znaleźć skarpetek, ale trzewiki garbusa jakoś pasowały i dałem sobie nieźle z tem radę. W biurku, w sklepie, znalazło się nieco grosza, a w kredensie upolowałem nieco złota. Mogłem znowu ruszyć w świat, jako tako zaopatrzony.
Wtedy zrodziło się we mnie pewne zwątpienie. Czy istotnie wyglądam możliwie? Przejrzałem się w małem zwierciadle w sypialni, badając się ze wszystkich stron, w celu dojrzenia jakiejś zapomnianej szparki, ale nie mogłem odkryć nic podejrzanego. Wyglądałem niezwykle, można powiedzieć teatralnie... typowy skąpiec sceniczny... ale w każdym razie nie przedstawiałem fizycznego nieprawdopodobieństwa. Zaczerpnąwszy stąd otuchy, zniosłem lustro na dół, zapuściłem rolety