Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

gundzkiege; obok był oddział z zabawkami i tu przyszła mi do głowy wspaniała myśl. Znalazłem pewną ilość sztucznych nosów... nosów maskowych, do których zamierzałem dodać czarne okulary. Ale „Omnium“ nie posiada oddziału optycznego. Nos mój przedstawiał istotnie znaczną trudność. Myślałem o farbie malarskiej. Wtedy odkryłem skład peruk i masek. Wreszcie usnąłem na stosie kołder puchowych, gdzie było mi bardzo ciepło i wygodnie.
Ostatnie moje myśli przed samem zaśnięciem należały do najmilszych od chwili osobliwej przemiany. Znajdowałem się w stanie fizycznego spokoju, który odbił się na stanie mego umysłu. Sądziłem, iż uda mi się wymknąć niepostrzeżenie zaraz z rana w ubraniu, po zakryciu twarzy zabranym białym szalikiem, potem nabyć okulary za skradzione pieniądze i w ten sposób dopełnić przebrania. Zapadłem w bezładne sny o tem wszystkiem, co mi się przytrafiło w ciągu ostatnich dni. Widziałem szpetnego, małego Żyda gospodarza, wykrzykującego głośno w moim pokoju; widziałem jego dwóch synów, dziwiących się; wreszcie pomarszczoną i chropowatą twarz staruszki, pytającej o kota. Nakoniec usłyszałem słowa starego księdza, mruczącego pod nosem: „Ziemia do ziemi, popiół do popiołu, proch do prochu“ — nad grobem mego ojca.
— I ty także — odezwał się jakiś głos i nagle potężna siła zaczęła mnie pchać do grobu. Szamotałem się, krzyczałem, wzywałem pomocy żałobników, lecz oni, jak kamienne posągi, spełniali dalej swą służbę niewzruszeni; stary kapłan także nie zwracał na mnie uwagi, wciąż zawodząc pieśni rytualne. Wiedziałem, iż jestem