Strona:PL Wells - Człowiek niewidzialny.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

giego z rodzajem zaniepokojenia o powód tego pośpiechu.
Potem nagle, daleko na wzgórku, pies, bawiący się na drodze, zaskowytał i pobiegł ku bramie, a kiedy ludzie jeszcze stali zdumieni, coś... jakby wiatr... jakby ciężki oddech... przeleciało około ich uszu.
Wszyscy zaczęli teraz krzyczeć i zeskakiwać z chodników, zmykając instynktowo w dół pagórka. Zanim Marvel przebiegł połowę ulicy, już okrzyki zaczęły się podnosić. Wszyscy chronili się do domów i zaryglowywali za sobą drzwi. Marvel słyszał to, więc uczynił jeszcze ostatni rozpaczliwy wysiłek. Ale trwoga wyprzedzała go i niebawem objęła całe miasto.
— Człowiek Niewidzialny nadchodzi! Człowiek Niewidzialny!


ROZDZIAŁ XVI.
W oberży pod „Wesołymi krokieciarzami“.

Oberża pod „Wesołymi krokieciarzami“ wznosi się tuż u stóp wzgórka, gdzie się zaczynają linie tramwajowe. Bufetowy sparł swe czerwone, tłuste ramiona na kantorku i rozmawiał o koniach z anemicznym woźnicą, gdy tymczasem czarnobrody mężczyzna w szarem ubraniu pochłaniał biszkopty z serem i popijał piwem, rozmawiając z amerykańskim policyantem, wracającym z posterunku.
— Czego ludzie tak krzyczą? — odezwał się ane-