Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i szacunek wszystkich sfer. Sześć dni będę miał do namysłu, a siódmego otworzę usta. Na spacerze uczniowie i uczennice witać mnie będą z szacunkiem, a po powrocie do domu zastanę pachnącą kawę i ciasto, a z ogrodu dziewczyna przyniesie jabłka. — Czy możesz sobie wyobrazić coś ładniejszego.

JAŚ.

Wyobrażam sobie: wpół przymknięte rzęsy, wpół otwarte wargi i tureckie draperje. — Nie wierzę w patos. Widzisz, nasi starzy pokazują nam poważne twarze, aby osłonić swoje głupstwa. Pomiędzy sobą nazywają się nawzajem baranami, jak i my. Ja to znam. — Gdy zostanę miljonerem, postawię Panu Bogu pomnik. Wyobraź sobie przyszłość, jako miskę mleka z cukrem i cynamonem. Jeden wywraca ją i wyje, inny miesza wszystko i poci się. Czemu nie wypić? Albo, czy sądzisz, że tego się nie można nauczyć.

ERNEST.

— Pijmy więc!

JAŚ.

Co zostanie, zdziobią kury. — Ja już się wykręciłem z niejednego potrzasku...