Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sołą i rzeźką, jak gazela. Niech się pani uspokoi. Do widzenia pani Bergman. Do widzenia, drogie dziecko. Do widzenia paniom. Do widzenia.

(Pani Bergman wyprowadza go do drzwi).


INA.
(przy oknie).

— Oto znowu wasz platan przybiera pstre kolory. — Czy widzisz to z łóżka? — krótko trwa ten widok wspaniały. — Muszę już iść. Mąż czeka na mnie przed pocztą, a jeszcze przedtem muszę wstąpić do krawcowej. Muki dostanie pierwsze majteczki, a Karolowi mam sprawić nowe trykotowe ubranie na zimę.

WENDLA.

Czasem, tak mi jest dobrze — ogarnia, mnie radość i jasność słoneczna. Nie wiedziałam, że komuś może być tak dobrze! Chciałabym wyjść, w świetle księżyca, chodzić po łąkach, zrywać pierwiosnki nad brzegiem rzeki, a potem siąść na brzegu i marzyć... A potem przychodzi ból zębów, i myślę, że nazajutrz muszę umrzeć, robi mi się gorąco i zimno, przed oczami mi ciemno, wpadają potwory. — — Ile razy się obudzę, widzę, że matka płacze. O, jak to mnie boli, nie umiem ci powiedzieć Ino!