Strona:PL Wedekind - Przebudzenie się wiosny.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przed oczy, i teraz mam ja, własna matka pomódz jego katom w dokończeniu dzieła? — Niech mnie Bóg uchowa!

PAN GABOR.

— Przez czternaście lat w milczeniu przyglądałem się twej mądrej metodzie wychowania. Sprzeciwiała się moim poglądom. Zawsze żyłem w tem przekonaniu, że dziecko nie jest zabawką, że dziecko ma prawo, abyśmy je traktowali najpoważniej. Ale powiedziałem sobie, jeżeli rozum i wdzięk matki mogą zastąpić poważne zasady ojca, to można im przed poważnemi zasadami dać pierwszeństwo. — — Nie robię ci wyrzutów Fanny. Ale nie przeszkadzaj mi, gdy chcę nasz wspólny błąd naprawić.

PANI GABOR.

Będę ci przeszkadzać póki ostatnia kropla krwi gorącej w żyłach moich krążyć będzie. W zakładzie poprawczym zginie moje dziecko. Bardzo być może, że w takim zakładzie przestępca się poprawia. Tego nie wiem. Dobry zaś człowiek musi się w nim stać przestępcą, jak musi zginąć roślina, której odbierzesz słońce i powietrze. Ja sobie nic nie wyrzucam. Do dziś dnia dziękuję