Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzyszczu nad Wisłą, a wszyscy sąsiedzi unikali go, bowiem zazdrosne spojrzenie jego sprowadzało nieszczęścia, porażał trzody, podpalał stodoły, a dzieci okrywał trądem. Pewnego dnia, uciekająca przed wilkami, piękna dziewczyna schroniła się do białego dworzyszcza. Zakochany w niej szlachcic, pojął ją za żonę, by zaś nie uległa urocznemu jego spojrzeniu, wyłupił sobie oczy. Zmieniły się one w lśniące kryształy, a on zakopał je pod murem ogrodowym. Ale i pod ziemią nie utraciły swej mocy, a służący, który je odkopał z chciwości, został zabiły.
Siedzący w niskim fotelu Krystjan objął ramionami kolana i spoglądał na Vossa.
— Trzeba od czasu do czasu rozgrzeszyć oczy! — powiedział Amadeusz. — Niedaleko stąd, w Nettersheim leży na łożu śmierci dziewczyna. Jest niesłychanie biedna i opuszczona. Leży w stajni za zagrodą, a chłopi nie wierząc w jej ciężki stan sądzą, że nie chce pracować.
Milczeli długo, gdy zaś zegar w wysokiej, gotyckiej szafie wydzwonił północ, każdy udał się do swego pokoju.

17.

Powolny wezwaniu ojca, udał się Krystjan do Wurzburga.
Powitanie było ze stron obu bardzo uprzejme.
— Spodziewam się, że ci nie przeszkodziłem w czemś? — rzekł Albrecht Wahnschaffe.
— Jestem do twej dyspozycji, ojcze! — odparł Krystjan chłodno.
Odbyli przechadzkę po wałach miejskich, mówiąc atoli nie wiele ze sobą. Freja, piękna dobermanka, nieodstępna towarzyszka Albrechta, drepciła pomiędzy