Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jasnowłosy, smukły, młodszy czarny i przysadkowaty. Włosy spływały im jak grzywy, aż na ramiona. Od pierwszej chwili stawili urągliwy opór. Radczyni z początku nie widywałem wcale, dopiero po tygodniu wezwała mnie. Czyniła wrażenie młodej dziewczyny. Miała rdzawe włosy i bladą, onieśmieloną, nierozwiniętą twarz. Traktowała mnie z lekceważeniem, na które nie byłem przygotowany i krew uderzyła mi do głowy. Jadałem osobno, nie przy wspólnym stole, a służba obchodziła się ze mną jak z kolegą. Gryzło mnie to bardzo. Gdym, spotkawszy radczynię w ogrodzie składał ukłon, zaledwo raczyła odpowiedzieć, nieświadomie i bezczelnie zarazem gardząc człowiekiem, którego opłacała. Byłem dla niej niczem.
Taką jest zbrodnia popełniania od całych pokoleń na duszy mojej. O wy, którzy krzywdzicie duszę moją, czemuż skazaliście mnie na niedostatek? Czemuż mi zbrakło wszystkiego, podczas gdy wy żyjecie w przesycie? Jakże może człowiek głodny wytrzymać próbę, narzuconą mu przez kusiciela we własnej osobie? Nie sądź pan, że rozrzutność wasza przemija bez echa. Każdy czyn, zły, czy dobry tętni w całej naturze. Gdy winograd na Maderze zakwita ponownie, daleko za górami i lasami, wino w beczkach, zeń wyciśnięte porusza się i zaczyna fermentować raz jeszcze.
Pewnego dnia chłopcy zamknęli się w swoim pokoju i odmówili przybycia na lekcję. Targałem klamkę, oni zaś przedrżeźniali mi się wewnątrz. W kurytarzu służba śmiała się z mej niemocy. Poszedłem do ogrodnika, wziąłem siekierę i trzema ciosami przerąbałem wkładkę. Za chwilę byłem w pokoju. Chłopcy spoglądali ze zdumieniem, zrozumiawszy na koniec, że ze mną żartować nie można. Łoskot zwabił radczynię. Objęła spoj-