Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/330

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z pieniędzmi. Dlatego też nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.
— Tak, tak... — odparł pastor, zasmucony potrosze — ale ja ich przecież znam doskonale!
Krystjan roześmiał się.
— Panie pastorze, jesteśmy ludzie zgoła odmienni, w myślach i czynach! — nagle spojrzał nań i dodał: — Te wszystkie moje zarzuty nie mają zresztą na celu czynić, kochanemu pastorowi, jakichś trudności. Przeciwnie. Pan mnie prosi osobiście o pomoc, a ja osobiście chętnie jej udzielam. Wzamian za to, pan pastor staje się moim opiekunem i wychowawcą. Sądzę, że nie będzie powodu do skargi.
— Godzisz się pan tedy, drogi Krystjanie i mogę załatwić potrzebne formalności? — zapytał uradowany, ale jeszcze z cieniem powątpiewania.
Krysitjan skinął głową.
— Proszę robić, co pastor uważa za stosowne. Jest to, wszakże drobiazg znikomy.
— Cóż to znaczy, drobiazg? Słyszałem już, że pan bagatelizuje sprawy finansowe, cóż tedy jest rzeczą ważną?
— Nie umiem panu tego wyjaśnić, pastorze, czuję tylko drobnostkowość tej sprawy. To wszakże dopiero początek, którego wszystkie trudności zjawią się dopiero. Trzeba to, co się oddało, przysłać na nowo, choć w inny sposób, tak, by inie było straty.
— Dziwne, — mruknął pastor — bardzo dziwne! Mówisz pan o tem, jak o zapasach sportowych, czy interesie zamiennym.
Krystjan roześmiał się znowu.
Pastor położył mu dłoń na ramieniu i rzekł poważnie: