Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bistości, ni słowa, n. p. rentjer Wielkanocki z małżonka. Czemu właśnie jakiś tam Wielkanocki i czemu z małżonką?
W kurylarzu, przy którym był jego pokój, ujrzał pod każdemi niemal drzwiami pary trzewików. Najczęściej były męskie w towarzystwie damskich. Doznał wrażenia, iż jest to bezczelna wystawa małżeńskich tajemnic. Że szło tu o małżeństwo, poznał po rozmiarach i kształcie. Musiały te trzewiki odbyć długą wędrówkę wspólną po świecie.
Zapałał wściekłością i napadła go chętka, by narobić zamieszania pośród tych trzewików. Upewniwszy się, że nikt nie widzi, poprzestawiał je w ten sposób, że żadna para nie miała już dawnego towarzystwa.
Potem legł spać, z tem miłem wrażeniem, jakie napełnia autora komedji po udatnem stworzeniu sytuacji nierozwiązalnej.
Rano zbudził go hałas i gadanina bez końca w kurytarzu. Podniósł głowę, jął nadsłuchiwać z upodobaniem, przeciągnął się, ziewnął głośno, a rozgwar ten był mu budującą muzyką poranną.

23.

Krystjan przyszedł do Ewy nazajutrz po nocnej wędrówce i o dziwo, zastał mnóstwo ludzi. Byli to Rosjanie, Anglicy, Francuzi i Belgowie. Do tej pory unikała towarzystwa, lub gościom była widzialną tylko w godzinach wspólnie oznaczonych. Ta niespodziana zmiana uczyniła Krystjana jednym z gości i został ze środka zepchnięty na obwód koła.
Mówiono o przybyciu hr. Maidanowa i roztrząsano jaki ma cel, oraz jak długo potrwa. Z całą obłudą usta-