Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


poważnie. — Wydobyłem się sam z biedy. Nie ma pani nawet wyobrażenia co znaczy bieda. Wszystko co posiadam i co zarabiam zawdzięczam wyłącznie memu ciału, głowie i mózgowi. Pani od urodzenia i przez urodzenie nawykłaś kupować ciała, głowy i mózgi innych. A choćby tysiąckroć nawet większym był jej zmysł rzeczywistości i rozsądek życiowy, nie zna pani i wiedzieć nie może o czcigodnem prawie moralnem, które normuje pracę i zapłatę. Środki materjalne pozwalają pani ignorować to prawo i kierować się dowolnością. Bogactwo to paraliżowałoby mnie, byłoby mi szydem i zmorą.
Odrzucił wstecz głowę i patrzył na nią.
— A więc sprawa nasza jest beznadziejna? — spytała zuchwale, a twarz jej pobladła.
— Nie mogę przypuszczać, byś pani zrezygnowała z miljonów swoich i przystała do komedjanta. Dlatego sprawę uważam za beznadziejną.
— Chodźmy! — powiedziała, biała, jak płótno. Tamci dziwią się zapewne, że nas niema, a nie chcę dawać powodu do plotek.
Ruszyli żwawo, w milczeniu. Las rozwarł się nagle, a pod czarnym zwałem chmur wisiała rozedrgana żarem kula słoneczna. Ogarnięta szalonym gniewem wpatrzyła się w nią. Po raz pierwszy silna jej wola natrafiła na silniejszą jeszcze. Uczula Izy gniewu w oczach i wybuchnęła niemelodyjnym zgoła śmiechem. Lorm spojrzał na nią zdumiony, ona zaś odwróciła się gryząc wargi.

12.

Jak to przewidywał, zastał Krystjan, po przyjeździe wraz z Amadeuszem do Berlina dokoła Ewy, mnóstwo ludzi i dużo zgiełku.