Strona:PL Wassermann Jakób - Ewa.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Może jest on jak otchłań. Któż atoli zdobędzie się na odwagę, by zstąpić w tę przepaść?
Nastało milczenie.
— Wypowiedz pan to, Iwanie Beckerze, wypowiedz nareszcie! — zawołała Ewa w ciemń nocy.
Wszystko w niej przemieniło się w słuch wytężony, począwszy od włosów, aż do skraju sukni, dotykającej podłogi.
Ale Becker nie odpowiedział, pobladł tylko strasznie.
Ewa zwróciła się ku niemu.
— Czyż mam mu paść w ramiona, by nowy ład zaprowadzić w świecie? — spytała spokojnie i dumnie. — Czy mam obniżyć jego niesłychane mniemanie o możności kupienia wszystkiego, o moją wartość własną? Czy może sądzisz pan, że zdołam go skłonić do zamiany rzeźni w konfesjonał, a miecza katowskiego we flet?
— Nie mówiłem o tem i mówić nie będę! — rzeki Iwan, wznosząc dłoń uroczyście.
— Kobieta może wiele, — ciągnęła Ewa dalej — może się darować, rzucić na łup, wystawić na sprzedaż, może ukryć pod szminką swą obojętność, wyprzeć się nienawiści, ale bezsilna jest wobec strachu. Strach rozrywa pierś na ścieżaj. Wskaż mi pan drogę. Uczyń odporną na strach, a wezmę tygrysa na łańcuch.
— Nie mam drogi! — odparł Iwan. — Nie znam, ja sam się go boję. Niech panią oświeci Bóg nieśmiertelny.
Huk grzmotu przepoił drżeniem samotną komnatę i rwany burzą ogród.

7.

Jej przyjaciele śledzili z napięciem rozwój sprawy. Żaden nie spodziewał się, by miała na serjo sławić opór hrabiemu Maidanow. Gdy tak się wydawało, podziwia-