Strona:PL Waleria Marrene Morzkowska Bożek Miljon.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

— Więc pan ciągle sądzisz — zapytał, chcąc doprowadzić go do swego celu schlebiając tej gorączkowej fantazji, — że majątek Horeckich prawnie do ciebie należy?
— Nie zwątpiłem o tem na chwilę jedną — odparł zagadniony; wszakżeż i pan dawniej podzielałeś w zupełności to zdanie.
Prawnik zmięszał się tem przypomnieniem; dowodziło ono ze strony Kiljana nazbyt dobrej pamięci. Najgorsza to wada dla pewnego rodzaju ludzi.
— Przyznaję — wyrzekł — iż z początku sam wpadałem na domysł podobny, który jednak w zupełności ustąpił bliższej rozwadze; zresztą sam czas, ten wielki nieprzyjaciel fałszu, nie przyniósł tu żadnego odkrycia. Prawda nakształt oliwy zawsze na wierzch wychodzi.
Mecenas powtarzał te oklepane ogólniki, któremi ludzie posługują się tak chętnie, zręcznie maskując brak własnych pojęć, niepomny na to, że one właśnie trafić nie mogły do człowieka, który stał przed nim, bo jego życie, zasady i myśli, odbiegły daleko od martwych formuł rządzących światem. On też wysłuchał go spokojnie, z tym niezmiennym pół uśmiechom na ustach, który dowodził aż nadto, że te wszystkie dowodzenia nie zmieniły na włos jeden przekonań jego.