Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T3.djvu/276

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kto sam żalu nie czuje, taki nie uważa,
Że przypominając go, drugiemu przymnaża,
I co pocznie usypiać, łzy otarszy z skroni,
Kąsa, abo z komorem za uszyma dzwoni.
Jeden czas mu lekarzem; tym więcej podnieca,
Nie gasi, lejąc olej na ogień do pieca.
Cóż po tym czas uprzedzać? Jeśli ten nie radzi,
Niech Cycerona, niech kto Senekę sprowadzi,
Że w cudzym cieszyć żalu, przyznaję obojem,
Tak mądrze, a sami nic nie umieli w swojem.
Siłu chorych, wyzdrowieć którzy mogli czasem,
Czas doktór uprzedzając dał śmierci opasem.



Na toż trzeci raz.


Śpi świat, pijany winem, zamrużywszy oczy:
Nalewa babilońska swacha, czart go toczy.
Śpi świat rówien martwemu opiwszy się drzewu
Winem z prasy bożego na swe grzechy gniewu.
Dyabeł na warcie, żeby nikt nie budził, stoi.
Grozi palcem z daleka, psów nawet popoi.
Najpierwej im toż wino postawiwszy w wiedrze,
Żeby spali, nie szczekał żaden na katedrze,
Aha nie zrozumianym głosem. Chce li pyska
Uchylić który, chleba po kawałku ciska.
Niechżeby który krzyknął, jako ogar w borze:
Heretyk! zamurować na śmierć go w klasztorze,
Abo ściąć, abo spalić! Tak smaczny sen światu
Przerywać? niech paszczeki swej nie sprawi katu!
Gdzie drudzy Syrenami przyśpiewują z lekka,
Przygrawają, żeby spał tym smaczniej, on szczeka.