Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/425

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na toż drugi raz.


Chustka zwykle u pasa, u szable rękojeść;
Sztuka na głód: wytrwać go, kiedy nie masz co jeść
Kto nie wytrwa, drugiego nie najdzie sposobu:
Umrzeć, nie może li mieć wilkom strawą grobu.
I rozumowi się to zdrowemu przeciwi:
Sam głodem padszy, inszych człek po śmierci żywi.
Czemuż nie wilk mu, ale on wilkowi paszą?
Więc nie płakać nad biedną kondycyą naszą?
Zwłaszcza co mizernego dziś potka dragana,
To jutro potkać może samego hetmana.
I największy monarcha świata nie może sie,
Jako czytam, odrzekać tego, w Kambizesie,
Cóż to sprawuje? Nierząd, którym jako stoi,
Tak się też niem i zginąć niechaj Polska boi.



Na cienkiej nici rzeczy ludzkie wiszą.


Słysząc ktoś, kiedy kupca i z bogatych sprzętów,
I z stojących przy porcie chwalono okrętów,
Niech się — rzecze — błaznowie z takich bogactw cieszą
Które nad morską tonią z powrozów zawieszą.
Bo skoro się za leda szargą powróz spada,
Aż bogacz za godzinę na ubóstwo biada.
Kto na spokojnej wiosce w rędzinie dziedziczy,
Mając dostatek, ten się niech bogatem liczy.
Bo choć śmierci podlega najmocniejsza lina
Życia ludzkiego, wżdy ją zostawi na syna.
Aleć próżno czym kolwiek na świecie kto szczyci:
Morzem jest, wszytko na niem z cienkiej wisi nici.
Nie trzeba wielkiej szargi: raz tylko wiatr dmuchnie,
Do razu pycha sklęśnie, co tak długo puchnie.