Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/417

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Teraz mało, abo nic, bo drży w garści łyżka:
Raz do misy, pięć razy siągniesz do kieliszka.
Błazeństwo o nas z każdej, panie ojcze, strony:
Nie zawadzi krzywy hak, choć co wezmą spony.



Odwoływać co.


Skoro przeciwko Bogu skrypt doszedł ratusza,
Skazano na katowskie ręce ateusza.
Prosi, palinodyą żeby dano śpiewać
I swoje głupie pisma nazad odwołewać.
Ale próżno: dobrą mu intencyą chwalą,
Bez palinodyej go ściąwszy, z pismem spalą,
Do czego to cielesne przywodzą nauki!
Kędy, mędrek nad inszych chcąc dokazać sztuki,
W koncepty jego pycha sforcuje się szczera,
Że i Boga samego na niebie zapiera,
Którego, w śmierci cieniu siedząc, choć nie znali,
Jak po iskrach poganie rozumem szukali,
I podali to przyszłym wiekom na papierze,
Że jest, że i w najwyższym Bóg mieszka empierze,
Odmianie żadnej ani podlega czasowi;
Widzi, co robi, słyszy wszytko, co kto mowi.
Nie palinodyą by, ateuszu, śpiewać,
Choć byś, jako pod ławą pies, chciał odsz[cz]ekiewać.
Okrzczony, wyzwolony w jezuickich szkołach,
Aza lepszych konceptów w swych dojdziesz popiołach?
Bogdajeś na sądny dzień pod egzekutorem
Okrutniejszym od kata nie śpiewał tenorem!