Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kiedyby Urowieskich nie byłoby panów,
Dawnoby się postrzygli wszyscy na cyganów.
Lecz stanie handel, stanie rzemiosło za rolą:
Znajdą się, co umiejąc, wszytko kradać wolą.
Temu się niech i słusznie każdy baczny dziwi,
Co się wbrew rozumowi zdrowemu przeciwi,
Że ledwie tysiączną część ziemie ludzie orzą,
Wżdy się głodem na kilku jej kawałkach morzą.
Gdyby wszytkę orali, i często i tłusto
Jedliby, lecz żyźniejszej więcej leży pusto.
Nie mogąc się pożywić, nie mogąc nic wskorać,
Siłu musi za rolą wiosły wodę orać.
Nieszczęsna zazdrość wszytko wywraca na nice,
Trzeba między sąsiady na sto mil granice,
Ani mnie, ani tobie: o wodę się wadzą!
Cóż mają dać? żąć zboże? ryb łowić nie dadzą.
Wolą się chrześcijanie sami z swych kawalców
Spychać, niż na pogańskich obrócić zuchwalców,
Choć takich podkomorzych straszne boskie słowo,
Którzy kopce przenoszą, przeklina surowo.



Przepiórcze pole.

Przepiórczym polem sądy trybunalskie zową,
Gdzie szlachcic, odprawiwszy funkcyą sądową,
Prostym wraca szlachcicem, i czym był w Lublinie,
Znowu na wsi nie będzie, skoro mu rok minie.
Orlemby je zwać raczy: nie przepiórki, bowiem
Przez niedziel sześć, lecz orły przez cały rok łowiem.
Przecięż nie wszyscy, ani zawsze — mówię znowu,
Gdyż ich więcej dla cnoty jeździ, niż dla łowu.