Strona:PL Wacława Potockiego Moralia T1.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Abo z kontradykcyą na sejmiku stanie,
Abo bez apostołów samego zastanie.
Nie mogąc jawnie pomścić, napuża go z kąta,
Jako Dawid Saula, gdzieś, kiedy brzuch prząta,
To nie, kiedy się równe garce wzajem tłuką,
Chudemu panu ujdzie, jaką może, sztuką.



Nędza nędzę pojęła.


Pojął chudy pachołek dożywotną wdowę:
Pierwszego męża wioski trzymała połowę,
Nic nie wniosła swojego, tylko brzuch a ciało;
Dziatek nieboszczykowskich kielkoro zostało.
Nagi orzechy zbiera, to będzie miał w zysku,
Stara przypowieść — rzekę — co wyniesie w pysku:
Żona umrze, drugich mu narodziwszy dziatek,
Wieś wezmą, orzechów pasz, niemasz z czym do jatek,
Kiedy ani folwarku, ani będzie kmieci.
Nędza nędzę pojęła, spodziewaj się trzeciej.



Ludzi przybywa, ziemie nic.


Przybywa ludzi na świat: każdy sobie życzy
Co najwięcej mieć ziemie, którą ograniczy
Morzem Bóg, że jej przybyć nie może na stopę:
Azyą, Amerykę, Afrykę, Europę.
Rzecze kto: Umierają. Toć jest prawda szczera,
Ale każdy dzieciom swym, co miał, odumiera.
Gdzieżby się ci, a jest ich liczba niezmierzona,
Podzieli, co po ojcach nie wziąwszy zagona,
Kiedyć jeden tysiącem pługów sto wsi orze,
Musi drugi nosić swą substancyą w worze?